wtorek, 5 maja 2015

Nowa wiosna z kwiatami, zającami, Trzebnicą i wiewiórką

Wiosenne impresje, ze zwierzętami typu: zając:














... oraz ww, czyli - wiosenna wiewiórka, zachęcona do zdjęcia orzechem:




 Urokliwy kościólek w Trzebnicy, w parku bukowym , nieopodal trzebnickiego Parku Wodnego, w niebiańskiej , niebieskiej kolorystyce sufitu i z koronkowymi  wzorkami:





  Nero, po wyczerpującej, wygranej walce ze sznurkiem;)



I na koniec : prawdziwy "wysyp" wiosny :)




niedziela, 12 kwietnia 2015

Radosna twórczość w kuchni - mufinki owocowo-marchewkowe



Ostatnio odnalazłam przepis na mufinki marchewkowe i  w ramach manii przerabiania, przepis zyskał nowe oblicze – wychodzą z niego przepyszne i chyba bardzo zdrowe mufinki:
  • bez mąki
  • bez cukru
  • bez proszku do pieczenia 
  • z możliwościami dowolnych wariacji
  • szybkie do zrobienia (ok. 10 min+ pieczenie)
  • syte, idealne do zabrania do pracy

Składniki:



SUCHE:
1 szkl. płatków (owsiane, jaglane też super smakują, z innymi też można popróbować) – czasem daję tak 1,3 szkl, jak masa wychodzi za wilgotna
1 szkl. startej marchewki (surowej, wychodzi 1 średnia marchew)
¼  szkl. wiórków kokosowych
ok. ½ szkl. bakalii – rodzynków, orzechów,  krojonych fig, daktyli, goji, no tu mamy duże pole do wariacji
1 łyżeczka cynamonu
odrobinka soli

MOKRE:
Starte jabłko lub  (pycha!) gruszka ( lub ½ jabłka i gruszki)
1 jajko
1/3 szkl. oleju rzepakowego

Składniki suche i mokre wymieszać osobno w miskach, połączyć, ponownie wymieszać, nałożyć do foremek ( wychodzi ok. 12 mufinek) i piec ok. 25-30 min w 180 stopniach.
Można też zaszaleć i zrobić wersje z kawałkami ciemnej czekolady, ok. ¼ kostki pokrojonej drobno, wymieszać z masą, i mamy wersję de luxe:)




niedziela, 15 marca 2015

180 kwadratów + pozłacane brzegi



Zapragnęłam dołączyć do grona wytwórców narzut patchworkowych , więc wrzuciłam się w produkcję narzuty na łóżko. I tak nastąpił bardzo męczący etap projektowania, mierzenia i dopasowywania materiałów.

„Wygrał” projekt beżowo – kremowy, bardzo stonowany, z brzegami ciemniejszymi, ze wzorkiem ‘pozłacanym’, złożony ze 180 kwadratów, każdy po 12 na 12 cm, ozdobiony dodatkowo lamówką w groszki.

 O rany!!!  Mimo pieczołowitego mierzenia i wycinania kwadratów, przy zszywaniu – tu nierówno, nagle jakieś przesunięcie w szachownicy o 0,5 cm ….. Do tego fala ukłuć szpilkami i trudność w upchaniu narzuty pod ramieniem maszyny….

Ale po początkowych nerwach, stwierdziłam, ze to nie na konkurs, i na początek może być.  Wielki szacun dla tych patchworkinistek, które szyją z drobniejszych elementów, a zwłaszcza z jakiś rombów etc, i uzyskują równiutkie wzory…..

Mimo wszystko , narzuca się wniosek, że warto pobawić się z narzutą!







a na koniec "zestaw" wiosenny - poduszka z zającem:


niedziela, 15 lutego 2015

Latanie międzywojenne

Nie jest to co prawda moja twórczość, ale urzekły mnie i rozbawiły zdjęcia , z książki o życiu w Polsce miedzywojennej, ilustrujące, jak to się kiedyś latało.
 Pozwolilam sobie zaprezentować kilka z nich , ech ,  ten klimat...
      poczekalnia ... :)
                  tablica informacyjna..... :)
                                   no i samolot.. :)









Akwarium, wersja ulepszona, pokrywa na laptop i nowe zające



Z powodów techniczno-estetycznych musiałam wymienić akwarium i pokrywę na nowe. Akcja ta trwała prawie cały dzień, z „niezastąpioną” pomocą kotów, pt. „przebiegnę nagle pod nogami jak Pani idzie z kolejnym, kilkunastym ciężkim wiadrem z wodą do wylania” lub „ aaaa…., Pani zaczęła podnosić ciężkie akwarium, wsadzę pod nie głowę, szybko, może pod spodem coś dla mnie jest?”. 
Do tego – kosmos z wyłowieniem wszystkich rybek, coby je przenieść do tymczasowego wiadra, na czas zamiany akwarium, zapierały się, rzucały, a zbrojnik niebieski, co urósł do ok. 15 cm, chyba chciał uciekać przez cały pokój…… 

Ale się udało i jest nowe, 125 –litrowe, z elementem w postaci wraku statku, który mnie urzekł: 





Ponownie pojawia się samodzielnie zmontowany (wykorzystując bambusowy kupiony, z podnoszonym blatem) stolik pod laptop, w wersji na kółkach. Dostał ostatnio nową pokrywę anty-kurzową, a przede wszystkim: anty-kotową! Ze sklejki, żeby ew. kocie skoki, nic nie zrobiły laptopu……

Po kupnie wypalarki do drewna (miało się kiedyś taka, za komuny, produkcji ZSRR, o wdzięcznej nazwie, która brzmiała, fonetycznie : Maszina do wyrzyganja), pomyślałam, żeby ozdobić pokrywę wypalonym wzorem. 
Przypomniała mi się wakacyjna wizyta w skansenie na wyspie Wolin, wiec wybór padł na celtyckie plecionki
Przypaliłam też brzegi, a’la stary kufer, dałam gałkę i całość pociągnęłam  lakierobejcą.
Przy okazji wymieniłam też uchwyty w meblu, na takie jak widać, stare złoto, coby mu nadać starszego wyglądu .







Już wiosną powiało i ruszyly nowe zające w świat....., projekt jak w zeszłym roku, tym razem zapozowaly.... na wsi ;)